ptaki w ogrodzie, czyli RYKOWISKO

Szedł powoli, bardzo dostojnie. Wydawał się spokojny i jakby poza rykowiskowym szałem. Może deszcz tak na niego zadziałał, a może chciał się w końcu ze mną spotkać. Może właśnie na niego tak długo czekałem. Teraz wszystko było tak niemożliwe, zaskakujące, a jednocześnie zupełnie normalne i spodziewane. W szaleństwie emocji i największym spokoju podziwiałem go i próbowałem wydobyć z ciemności i uwiecznić. A on był coraz bliżej i bliżej. W ciszy zszedł skarpą do rzeki i przejrzał się w lustrze roztrzęsionej wody. Tuż przede mną przeszedł na moją stronę, pozując jeszcze po drodze. Jakimś cudem zdjęcia są ostre. I widać go całkiem dobrze.




Ale od początku. Rykowisko to okres godowy jeleni (i to jest jesienią - tak, trochę spóźniony wpis). Jelenie wtedy bardzo głośno i donośnie RYCZĄ. Mają też wielkie poroża, które podobno służą im do bicia się z innymi jeleniami, kiedy nie do końca się ze sobą zgadzają, albo mają jakiś większy konflikt. Bitwy nie są dzisiaj postrzegane jako dobry sposób rozwiązywania sporów - mogą przecież prowadzić do powstawania urazów, często poważnych ran, również zupełnego zniszczenia więzi uczuciowych. Pewnie dlatego jelenie tak bardzo to ukrywają. Sam przyznam, że nigdy nie widziałem bijących się jeleni, a takie sceny znam jedynie z filmów i zdjęć z internetu. Może komuś po prostu zależy na zniesławieniu wizerunku jelenia, przez wymyślanie takich historii, budząc tym samym ogólną niechęć i pogardę do tych zwierząt. Wcale nie myślę o myśliwych. (myślę). W każdym razie - poroża co roku są zrzucane i na jesień odrastają, z reguły większe i bardziej rozbudowane. Tak, te bardziej rozbudowane są traktowane jako cenne trofeum, które jest powodem do dumy i chwały w pewnej grupie społecznej. 



W lesie zaczyna się właśnie jesień, więc jest niesamowicie kolorowo, ale też gęsto. Ryki słychać z daleka i już wtedy robią wielkie wrażenie. Mogą wydawać się straszne, są przeszywające i wydobywają się gdzieś z głębi. Najwięcej dzieje się wieczorem i w nocy. I kiedy jest ciemno, ryki są jeszcze bardziej ekscytujące, naprawdę.



W ten świat wprowadził mnie kolega chyba trzy lata temu i od tamtej pory obiecywaliśmy sobie, że podejdziemy jakoś blisko, że zobaczymy te słynne bójki i zrobimy jakieś godne zdjęcia. Okazało się to jednak nie takie proste. Jelenie zawsze były krok przed nami. Każde próby czekania i czatowania w miejscach, które naszym zdaniem były idealne, kończyły się po mniej więcej dziesięciu usłyszanych gargantuicznych rykach. Jeśli jakieś ryki dobiegały z jednego miejsca, wystarczyło jeszcze mniej, żebyśmy stwierdzili, że trzeba się ruszyć. Za każdym razem przepełnieni naiwną nadzieją, że uda się w ten sposób znaleźć w centrum wydarzeń. W ten sposób znajdowaliśmy się w jakichś gęstwinach, w których oprócz przepotężnych ryków nęcił nas dodatkowo charakterystyczny zapach jeleni (albo raczej ich moczu), gdzie nie było mowy o dobrych zdjęciach (pomijam to, jak drżeliśmy wtedy ze strachu).

W tym (zeszłym) roku mogłem sobie pozwolić na jeżdżenie na rykowisko właściwie codziennie. Poznałem w końcu tajemniczy wcześniej dla mnie las po drugiej stronie rzeki. Tam pierwszy raz zobaczyłem wielką chmarę jeleni, czyli całe mnóstwo łań z bykami, których nie dałem rady nawet policzyć. Szczerze mówiąc byłem w szoku, że w ogóle tyle ich jest w tym lesie. Troszkę się też zdziwiłem, że nigdy wcześniej ich nie widziałem w takiej ilości. I pokazało mi to, że musi mnie tutaj bardzo dużo omijać, skoro tak dobrze ukrywa się nawet tak dużo tak dużych zwierząt.


Szły i szły... Wydawało się, że to stado nie ma końca. Na zdjęciach tylko samice, ale co chwilę przemykały samce z koronami. Później pojawiło się też kilku jakby spóźnionych samotników.


Ciekawe, dokąd wtedy szły i czy wszystkie to wiedziały. Umawiają się wcześniej? A może codziennie mają te same drogi? Bardzo mnie to wtedy zastanawiało. Myślę, że w końcu spojrzałem na nie w jakimś szerszym kontekście. Może mają powtarzający się plan dnia i wystarczy na nie po prostu czekać w konkretnym miejscu? Nie iść ślepo za rykami, tylko je uprzedzić. Spróbować myśleć jak jeleń (chociaż w czasie rykowiska może to zbyt ryzykowne). Teraz każda obserwacja jest jeszcze ważniejsza.
Z gąszczu bacznie przyglądają się wszystkiemu sarenki.



Nazajutrz przyczaiłem się nad rzeką, skąd mniej więcej wtedy się wyłoniły. Czekanie umilał zimorodek, który kilka razy śmigał z piskiem koło mnie. W końcu - pojawiły się one! Wyszły co prawda z drugiej strony, niż się spodziewałem, ale są o tej samej porze, w tym samym miejscu. To już coś! I znowu imponują swoją skrytą mnogością.




Kiedy robi się już ciemno, oprócz jeleni, słychać szalejącego puszczyka. Wiadomo, jak trudno go znaleźć w ciągu dnia, kiedy najpewniej śpi, stosując jednocześnie najbardziej skuteczne techniki kamuflażu. Teraz się budzi i zaczyna polować.




Każda chwila w tej scenerii jest bardzo wyjątkowa. Z nastaniem mroku ryki mają jeszcze większą moc, a rykowisko staje się misterium, na które wstęp mają tylko nieliczni. Jest poczucie obcowania z wielką, niepohamowaną siłą. Czuję, że tam nie pasuję, dlatego najlepiej jak umiem ukrywam się ze wstydem w maskowaniu. Cały czas mam wrażenie, że wszystkie jelenie dokładnie wiedzą i tak o mojej obecności, ale może nie chcą mi robić przykrości. Przez ubrania i aparat jestem dziwnym kosmitą.




Chyba największa burza jakiej doświadczyłem nie pozostawia na mnie żadnej suchej nitki. Pada bardzo mocno, tonę i ciągle się ukrywam.

Nie zapominając o ptakach. Oto ptak - żuraw. Grus Grus.

festiwal ukrywania
Kolejny deszczowy wieczór, który aż straszy wszechogarniającym mrokiem. Z drzew bije ciemność. Opieram się o jedno, które bardzo chce mi powiedzieć, że ja, jako bywalec trzeciego dopiero rykowiska w życiu, jestem po prostu żałosny. Ono jest tu jakieś 100 lat. Ja nikogo tu nie znam.

Nagle pojawia się żuraw, który przebiega kilka metrów ode mnie. Piękny, ale niestety bardzo zdenerwowany.
Zza drzewa wypełzł równie niespodziewanie jenot, który mógł też być szopem praczem. Był tak blisko, że nie dałbym rady mu nawet zrobić zdjęcia. Poszedł w swoją stronę, wnikając w ciemność.


Co za niezwykła kumulacja obserwacji. A to był dopiero początek.
...
Szedł powoli, bardzo dostojnie. Wydawał się spokojny i jakby poza rykowiskowym szałem. Ale to już mówiłem. 
Brakuje słów. Bliżej chyba się nie da. 
Nagrałem też film - totenfilm.




(to bardzo lubię)











Trudno
Ochłonąć
Po takim spotkaniu.



Udało się też kilka razy być blisko w ciągu dnia, niestety nie było wtedy akurat złotej złotej godziny.
Jeden pięknie zapozował.












Nie udało się zrobić zdjęcia RYCZĄCEGO JELENIA, ani zobaczyć słynnych WALK. Z wielką pokorą nastawiam się na rykowisko2020, które - z tego co słyszałem, planowane jest na wrzesień. Do zobaczenia!

Komentarze

  1. Wspaniały wpis ze wspaniałym poczuciem humoru (błyskotliwy!, powiedziałabym).
    Jelenie monumentalne, gargantuiczne i powalające, czuć emocje tych bliskich spotkań. Czuć też trochę nas (przyrodników), nieporadnych i obcych, leżących gdzieś w trawie z brudnymi spodniami i wyglądających nieco groteskowo. Opłaca się poświęcić trochę godności.

    Miło się czyta i oczywiście ogląda!
    Pozdrawiam, ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo i cieszę się, że czuć emocje! Zdecydowanie potrzebujemy pokory przy kontakcie z przyrodą.
      ściskam też i pozdrawiam!
      gargantuicznie

      Usuń
  2. Fantastyczne zdjęcia, jelenie, takie majestatyczne, musi to być naprawdę wielka gratka obserwować to przedstawienie na żywo, poczuć te emocje i oddech Matki Natury na własnej skórze, brawo! Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia i wspaniały opis.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poznajesz Świat, który jest inny od naszego codziennego........
    Przyroda z reguły jest interesująca, ale Twoje wyprawy zawsze wnoszą coś fajnego.
    a ten pozujący jeleń i emocje z tym związane są najlepsza nagrodą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty