sobota, 18 marca 2017

wąsatka

Na trzcinach był szron, a pomarańczowe promienie wschodzącego słońca budowały idealną scenerię do zdjęć. Dochodziłem do mojego wąsatkowego miejsca, zastanawiając się, czy dzisiaj też mnie nie zawiedzie. Właściwie zawsze zastaję tam te ptaki. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu wzdychałem za nimi, szukając w internecie, gdzie można je spotkać. Okazało się, że żyją parę kilometrów od mojego domu... Pokazało mi to, że nawet te z pozoru rzadkie ptaki łatwo zaobserwować - trzeba mieć tylko szeroko otwarte oczy. Zresztą - mysikróliki też kiedyś uważałem za bardzo rzadkie, a okazuje się, że słychać je w każdym lesie. 
W trzcinach usłyszałem głosy wąsatek, a zaraz później je zobaczyłem. Okazało się, że jest ich całe stado, składające się z około 20 osobników. Dominowały samce, które są o wiele bardziej fotogeniczne od samic. Zacząłem robić zdjęcia, ale skuszony tym, że miałem przy sobie statyw, postanowiłem je nagrać. Wtedy zobaczyłem, że kończy mi się bateria w aparacie - mróz i filmowanie na pewno nie pomogły! Zdążyłem zrobić jeszcze kilka zdjęć, i koniec... Z początku byłem zły na siebie, ale już chwilę później o tym zapomniałem. Jak ja dawno tak po prostu nie obserwowałem przyrody! Zawsze rozproszony aparatem, przestałem myśleć o tym, co widzę. Popadłem w rutynę, która ograniczała mnie w podziwianiu natury. Stałem więc z uśmiechem na twarzy, patrząc na 20 ptaków z wąsami, które wyjadały nasiona trzciny. 


















środa, 8 lutego 2017

raniuszek

Raniuszki zawsze były dla mnie wyjątkowymi ptakami. Z początku chyba dlatego, że po dołączeniu do tzw. "Klubu raniuszka" marzyłem wręcz o spotkaniu go. Pamiętam dokładnie moją radość, kiedy pierwszy raz go widziałem. Był ze swoimi koleżkami, jak to ma w zwyczaju. Raniuszki zawsze trzymają się razem. Tworzą stada, w których przemieszczają się po lasach. Dlatego łatwo je zwabić, natychmiast reagują na dźwięk - żaden członek ich gromady nie może się zgubić.
Raniuszki wyglądają bardzo nietypowo, ich białe upierzenie i długie ogonki czynią je wyjątkowymi. Nie znam też drugiego ptaka o tak wielu przezwiskach - aniołek, biały duszek, miluszek, czy zupełnie nie pasujący moim zdaniem do jego delikatności raniuch. 



czwartek, 17 listopada 2016

mysikrólik

Z tematem migracji wśród ptaków przede wszystkim kojarzą się żurawie i gęsi. To pewnie dlatego, że często widać ich stada na niebie. 
Migrują jednak nie tylko te ptaki, które widać lecące w imponujących kluczach - dzisiaj o mysikrólikach, które niejednego mogą zadziwić. Polskie mysikróliki na zimę odlatują na południe i zachód Europy - nie mają na swojej drodze wielkich przeszkód. Gorzej mają nasi goście z północy. Każdej jesieni tysiące tych ptaków przylatuje do Polski z zimnej Skandynawii. Wyprawa przez Bałtyk jest dla nich ogromnym wyzwaniem, wiele z nich nie dolatuje, a dają radę tylko te najsilniejsze. 
W zeszłym roku jesienią byliśmy całą rodziną nad morzem. Wtedy ze zdziwieniem obserwowałem właśnie mysikróliki, które wydawały mi się jakby spokojniejsze i mniej ruchliwe od tych, które wcześniej widziałem w lasach w moich okolicach. Dopiero niedawno zrozumiałem, że były po prostu wycieńczone po przelotach. 
Wszystkich teraz uspokajam - mysikróliki ze zdjęć poniżej były w szczycie formy, zapomniały chyba o zmęczeniu. Były bardzo szybkie i trudno było za nimi nadążyć aparatem, do tego wiał silny wiatr, więc oprócz ptaków ruszały się też gałęzie... 
  








niedziela, 18 września 2016

pokląskwa

Jeszcze się tutaj nie chwaliłem, że jeden tydzień wakacji spędziłem w Białowieskim Parku Narodowym. Puszcza ostatnio bardzo na czasie, dużo się o niej mówi, przez aferę kornikową. Park ten jest wyjątkowy z kilku względów, jednak chyba najważniejsze jest to, że w tak zwanej starej części mamy do czynienia z lasem pierwotnym, czyli takim, w którego istnienie nie ingerował człowiek od samego początku. 
Byłem zaskoczony wielką różnorodnością i mnogością gatunków, które tam występują. Mnie oczywiście najbardziej interesowały ptaki. Sóweczka, włochatka, dzięcioł trójpalczasty, lelek... Wymieniać można by jeszcze długo. 
Całe dnie spędzone w lesie (ogromnym z resztą i budzącym respekt), zaowocowały jedynie obserwacjami ptaków, które często widuję w swojej okolicy. Nastawienie na rzadkie gatunki spowodowało, że widząc pięknego rudzika nie sięgałem nawet do plecaka po aparat. 
Przełamałem się dopiero pod koniec wyjazdu, kiedy na łące zobaczyłem pokląskwę. To bardzo kolorowy ptak, jednak wypatrzenie go wśród równie kolorowych kwiatów i ziół nie jest łatwe. Pokląskwy zasiedlają prawie całą Europę, a mimo tak rozległego obszaru występowania, co ciekawe nie wyróżniono żadnych podgatunków. 
Jest to jedyny ptak, którego sfotografowałem na terenie Białowieskiego Parku Narodowego.



niedziela, 24 lipca 2016

sieweczka obrożna

Wśród ptaków można wyróżnić wiele prawdziwych budowniczych. Swoje zdolności pokazują przy konstruowaniu gniazd, które oprócz podstawowej funkcji domu dla swych potomków, często pełnią wielką rolę podczas godów - samce pokazują wtedy samicom, co potrafią.
Pierwszym skojarzeniem w kontekście ptasich gniazd, dla większości ludzi jest misternie sklecona z traw, mchu i patyczków mała "miseczka". Z takiego rozwiązania korzysta wiele gatunków - drozdy, mysikróliki, muchołówki, trzciniaki i inne. Po zapoznaniu z tematem, okazuje się, że istnieją inne rodzaje gniazd. Zimorodki, żołny, brzegówki mieszkają w norkach. Dzięcioły, kowaliki, kraski, sowy, gągoły - w dziuplach. Prawdziwym mistrzem w tej kwestii jest oczywiście remiz i jego podwieszone na cienkiej wierzbowej gałązce dzieło
Bohater dzisiejszego wpisu nie daje przykładu ptasiej myśli konstrukcyjnej. Sieweczka obrożna pokazuje, że gniazdo to miejsce, w którym mają znaleźć się jajka, następnie młode - nic poza tym. Nieustanna walka o przetrwanie. W małym dołku, wykopanym przez nie, między kamieniami i starymi glonami... na duńskiej plaży (o której już pisałem - samochody, motory, psy i ludzie). Sieweczka świetnie potrafi się zamaskować podczas wysiadywania, niełatwo ją wypatrzeć. Nie wiem, czy lęg się udał, ale mam nadzieję, że tak.














niedziela, 10 lipca 2016

ohar

W ostatnim poście opisałem moje pierwsze spotkanie z oharem.
Kilka dni później, w tym samym miejscu, znowu tam był! A nawet były! Okazało się, że za dorosłym ptakiem posłusznie wędrowało 8 młodych, a za nimi drugi dorosły! Rodzice z dziećmi, wielka rodzina! Niesamowity widok!
Na duńskiej plaży nie mają łatwo. Samochody, motory i ludzie. Było widać, że kiedy tylko wyczuwały niebezpieczeństwo, maszerowały z plaży, do morza. Tą obserwację zapamiętam na długo, mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddają tę sytuację, wtedy nie pomyślałem, żeby je nagrać, a szkoda.







środa, 6 lipca 2016

piaskowiec

Tego sympatycznego ptaka spotkałem na plaży w północnej Danii, i muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy się tak nie zmęczyłem podczas birdwatchingu.
Najpierw jednak zobaczyłem ohara, czyli nietypową kaczkę, która w Polsce lęgowo występuje nielicznie, łatwiej ją zaobserwować podczas wiosennych i jesiennych migracji. Wróćmy jednak do Danii, bo to właśnie tam go widziałem. Przeleciał nade mną i wywarł na mnie wielkie wrażenie - w locie pokazał swoje białe skrzydła i dziwaczny, czerwony dziób. Wylądował w zasięgu wzroku, na plażowym rozlewisku. Zacząłem ostrożnie się czołgać, bo okazało się, że jest bardzo płochliwy i wolałem nie zepsuć takiej okazji - świetny gatunek, w dodatku "złota godzina" - jakby to rzekł fotograf. Co kilka mokrych i dłużących się chwil robiłem zdjęcia - z początku ultra dokumentacyjne, potem dokumentacyjne, a kiedy zbliżyłem się na logiczną odległość można było już mówić o prawdziwych zdjęciach. W międzyczasie widziałem sieweczki obrożne i piaskowca, o którym jest post.
Przeżyłem rozterkę, bo nie wiedziałem, co wybrać - małe, miłe i ładne ptaki, czy może ohara - niezdarną kaczkę, której szybko następnym razem mogę nie zobaczyć. Wybrałem ohara. Kiedy więc cieszyłem się widokiem owej kaczki, przechodził akurat pan z psem. Jak się skończyło można się domyślić. Wystraszony ohar poleciał, na szczęście niedaleko, więc rozpocząłem czołganie od nowa. Po raz kolejny zacząłem wstępować na odległość, która pozwalała na zrobienie prawdziwych zdjęć. Wtedy... przez środek plaży przejechał samochód. Tutaj powinienem wyjaśnić, jak to tam jest. Na duńskich plażach nie wolno robić bardzo wielu rzeczy - nie można budować zamków z piasku, ani kopać dołów. Nie wolno eksponować nagości, poza plażami nudystów, nie jest wskazane także wywieszanie obcych flag - czyli nieduńskich. Można za to wjeżdżać samochodami, przez co w niektórych miejscach powstały istne autostrady.
Cóż. Ohar odleciał, a ja wstałem i przypomniałem sobie o sieweczkach i piaskowcu. Z nimi jednak wbrew pozorom było trudniej, nerwowo reagowały na każdy mój ruch.
Wtedy dopiero zauważyłem, że sytuacja pogodowa nie była zbyt ciekawa. Nade mną zebrały się potężne, ciemne chmury, a w oddali było widać wielką ulewę. Zrobiło się ciemno. Biegus chyba zrozumiał, że jednak nie jestem groźny i jakby przestał się mnie bać, bo zbliżałem się do niego coraz bardziej, a on zajmował się tylko grzebaniem w piasku. Niestety nie mogłem długo cieszyć się tą jakże wyczekaną obserwacją, bo musiałem raczej myśleć o powrocie na camping. Ulewa ewidentnie zmierzała w moim kierunku. Szybko schowałem sprzęt do plecaka i rozpoczął się mój wyścig z nawałnicą. Na szczęście wygrałem i suchy przekroczyłem linię mety.