środa, 6 lipca 2016

piaskowiec

Tego sympatycznego ptaka spotkałem na plaży w północnej Danii, i muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy się tak nie zmęczyłem podczas birdwatchingu.
Najpierw jednak zobaczyłem ohara, czyli nietypową kaczkę, która w Polsce lęgowo występuje nielicznie, łatwiej ją zaobserwować podczas wiosennych i jesiennych migracji. Wróćmy jednak do Danii, bo to właśnie tam go widziałem. Przeleciał nade mną i wywarł na mnie wielkie wrażenie - w locie pokazał swoje białe skrzydła i dziwaczny, czerwony dziób. Wylądował w zasięgu wzroku, na plażowym rozlewisku. Zacząłem ostrożnie się czołgać, bo okazało się, że jest bardzo płochliwy i wolałem nie zepsuć takiej okazji - świetny gatunek, w dodatku "złota godzina" - jakby to rzekł fotograf. Co kilka mokrych i dłużących się chwil robiłem zdjęcia - z początku ultra dokumentacyjne, potem dokumentacyjne, a kiedy zbliżyłem się na logiczną odległość można było już mówić o prawdziwych zdjęciach. W międzyczasie widziałem sieweczki obrożne i piaskowca, o którym jest post.
Przeżyłem rozterkę, bo nie wiedziałem, co wybrać - małe, miłe i ładne ptaki, czy może ohara - niezdarną kaczkę, której szybko następnym razem mogę nie zobaczyć. Wybrałem ohara. Kiedy więc cieszyłem się widokiem owej kaczki, przechodził akurat pan z psem. Jak się skończyło można się domyślić. Wystraszony ohar poleciał, na szczęście niedaleko, więc rozpocząłem czołganie od nowa. Po raz kolejny zacząłem wstępować na odległość, która pozwalała na zrobienie prawdziwych zdjęć. Wtedy... przez środek plaży przejechał samochód. Tutaj powinienem wyjaśnić, jak to tam jest. Na duńskich plażach nie wolno robić bardzo wielu rzeczy - nie można budować zamków z piasku, ani kopać dołów. Nie wolno eksponować nagości, poza plażami nudystów, nie jest wskazane także wywieszanie obcych flag - czyli nieduńskich. Można za to wjeżdżać samochodami, przez co w niektórych miejscach powstały istne autostrady.
Cóż. Ohar odleciał, a ja wstałem i przypomniałem sobie o sieweczkach i piaskowcu. Z nimi jednak wbrew pozorom było trudniej, nerwowo reagowały na każdy mój ruch.
Wtedy dopiero zauważyłem, że sytuacja pogodowa nie była zbyt ciekawa. Nade mną zebrały się potężne, ciemne chmury, a w oddali było widać wielką ulewę. Zrobiło się ciemno. Biegus chyba zrozumiał, że jednak nie jestem groźny i jakby przestał się mnie bać, bo zbliżałem się do niego coraz bardziej, a on zajmował się tylko grzebaniem w piasku. Niestety nie mogłem długo cieszyć się tą jakże wyczekaną obserwacją, bo musiałem raczej myśleć o powrocie na camping. Ulewa ewidentnie zmierzała w moim kierunku. Szybko schowałem sprzęt do plecaka i rozpoczął się mój wyścig z nawałnicą. Na szczęście wygrałem i suchy przekroczyłem linię mety.











3 komentarze:

  1. Fajne foty z fajnej perspektywy:) Patrząc jednak na przedostatnie, wolę chyba jednak zamki z piasku, niż samochody:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe ujęcia! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcia!!!-nic nowego ;)

    OdpowiedzUsuń